Matchless Independence 35 2×12

9,999 zł

Jesteś zainteresowany? Odezwij się!
  • 6 miesięcy gwarancji
  • darmowa wysyłka
  • pełna satysfakcja

Elektryczna Dusza prezentuje combo lampowe Matchless Independence 35. 

To rzadka, szczególnie efektowna wizualnie konfiguracja z czerwonym frontem i złotym grillem. Wygląda obłędnie, po włączeniu świeci jak choinka i naprawdę robi wrażenie, ale to i tak nic w porównaniu z tym jak brzmi. 

Co tu dużo gadać – nie jest to budżetowy, masowo produkowany wzmacniacz dla ludu, lecz wyrafinowany, drogi jak diabli, sprzęt wykonany w starej technologii handwired point-to-point, który skrada serca brzmieniowych purystów. Mamy tu do czynienia z esencją tego, co w gitarowym świecie zwykliśmy nazywać słowem „butikowy”. Z pewnością to określenie w przypadku modelu Independence nie będzie użyte na wyrost, bo w tej konstrukcji kumulują się wszystkie najbardziej porządane cechy dobrego (ba, wybitnego!) wzmacniacza i to właśnie od marki Matchless całe butikowe szaleństwo się rozpoczęło. 

Independence to flagowiec amerykańskiego producenta, który jest wyposażony znacznie lepiej niższe modele. Na dobrą sprawę potrafi zastąpić całą kolekcję wzmacniaczy. Trzy kanały pozwalają swobodnie poruszać się po brzmieniach czystych, lekko przesterowanych oraz całkiem solidnych przesterach. Mamy tutaj do dyspozycji rejony fenderowskie, brytyjskie klimaty spod znaku AC-30 i spory zapas szalejącego gainu pozwalający udać się  rewiry Marshalla (i to takiego na sterydach). Wszystko to pozwala utrzymać w ryzach odłączany push-pullem master volume. Wzmacniacz, choć ma szeroki wachlarz brzmień, zachował znaną od czasów Voxa AC-30 prostotę na panelu. Kilka gałek, którymi naprawdę trudno popsuć sound nie przytłacza nadmiarem nigdy nieużywanych możliwości. Ogólnie  sprzęt znakomicie czyta gitary, jest wrażliwy na niuanse i może być stawiany jako wzór klasycznego brzmienia. 

Independence ma wszystko to, co już dawno zatraciły wzmacniacze produkowane na dużą skalę przez popularne firmy. Nie jest to plastikowa, naszpikowana elektroniką, produkowana w Chinach zabawka, lecz poważny, nieco staroświecki sprzęt który doceni muzyk z tradycyjnym podejściem i kolekcjoner z dobrym gustem. Jeśli szukacie czegoś, co można porównać raczej do nietaniego single malta z mało znanego szkockiego miasteczka, a nie Żołądkowej Gorzkiej z Orlenu warto się tym wzmakiem zainteresować, bo jest to po prostu klasa sama w sobie. Górna półka, nie warto dłużej produkować się na ten temat. 

Wzmacniacz jest używany, ale zachowany w znakomitym stanie. Znajdą się niewielkie ślady użytkowania, ale nic strasznego. Technicznie wszystko w najlepszym porządku. W zestawie jest transformator pozwalający na bezproblemowe korzystanie z tego sprzętu w Europie oraz pancerny case na kółkach o wartości kilkuset złotych. 

 

 

 

 

 

 

 

Back to top