Fender Princeton Reverb 70’s Silverface

SPRZEDANE
Sprzedane!
  • 6 miesięcy gwarancji
  • darmowa wysyłka
  • pełna satysfakcja

Elektryczna Dusza prezentuje wzmacniacz lampowy Fender Princeton Reverb Silverface. Tym razem nie jest to reedycja, ale kultowy oryginał z końcówki produkcji tego modelu (przełom lat 70 i 80).

Wzmacniacz ma około 40 lat. Jak na swój wiek zachowany jest w bardzo dobrym stanie. Znajdą się oczywiście naturalne ślady użytkowania i upływu czasu, ale nadają mu one tylko vintagowego sznytu. Nie jest szczególnie zniszczony, po prostu widać, że swoje lata ma. Technicznie wszystko z nim w jak najlepszym porządku. Nie jest może zachowany w kolekcjonerskim stanie, bo ma  wymieniony transformator sieciowy oraz wstawiony dwunastocalowy głośnik (to oczywiście na plus zwłaszcza, że użyto oryginału Fendera z epoki), ale z perspektywy czynnego gitarzysty to  światowy top jeśli chodzi o fenderowskie brzmienie.  

 

Z racji swojego wieku i przynależności do poprzedniej epoki technicznej wzmacniacz posiada wiele będących dzisiaj rarytasem cech. Jest to czysta lampowa konstrukcja wykonana ręcznie technologią point-to-point. Nie znajdziemy w środku płytki drukowanej, zamiast tego ujrzymy pajęczynę polutowanych ze sobą kolorowych cukierków. Niektórzy krytykują nadmierne przywiązanie lampowych purystów do tego rozwiązania, ale moim zdaniem to dobrze, kiedy wzmacniacz nie wygląda w środku jak PlayStation. Współczesne lampiaki wykonywane w tej technologii kosztują zwykle kupę szmalu, więc z pewnością posiadanie czegoś tak starego, kultowego i zrobionego w ten sposób może być przyjemnością. 

 Piecyk ma charakterystyczny dla Fendera z tamtych lat design i bardzo niewielkie rozmiary oraz wagę. Jest malutki, bardzo mobilny, świetnie brzmi po cichu, ale w razie czego jest wystarczająco głośny żeby zagrać poważną sztukę (ponieważ ma wstawioną „dwunastkę” nawet kolumny nie trzeba). Wygląda absolutnie stylowo i  jest poręcznym , niezwykle urokliwym gadżetem. Znakomicie sprawdzi się także w studiu nagrań. 

Wzmacniacz jest najlepszym przyjacielem stratów i tele.  Posiada głębokie, czyste brzmienie, które wraz z przyrostem głośności przechodzi w rasowy amerykański crunch. Ludzie grają na Princetonach jazz, country i wszelkie odmiany americany, klasyczny r’n’r, funk oraz szeroko pojętą alternatywę. Wzmacniacz potrafi zabrzmieć surowo i korzennie, ale ma w sobie również coś psychodelicznego, a wręcz kosmicznego rodem z Pink Floyd.  Nie bez znaczenia jest w tym ostatnim przypadku głęboki pogłos sprężynowy oraz rozkołysane lampowe tremolo.  Te dwa efekty naprawdę potrafią przywołać magię dawnych nagrań i nadają wzmacniaczowi niesamowity klimat vintage. 

Sprzęt oczywiście made in USA, ale w wersji z fabrycznym europejskim zasileniem, czyli gotowy do użycia w naszym kraju bez dodatkowych akcesoriów. 

 

 

 

 

 

 

Back to top