Matchless Clubman ’35 Handwired Point-to-point USA

SPRZEDANE
CENA: Sprzedane!
  • 6 miesięcy gwarancji
  • darmowa wysyłka
  • pełna satysfakcja

Elektryczna Dusza prezentuje head lampowy Matchless Clubman ’35. Co tu dużo gadać – nie jest to budżetowy, masowo produkowany wzmacniacz dla ludu, lecz wyrafinowany, drogi jak diabli, head dla brzmieniowych purystów.

Jeśli dodamy do tego, że jest to absolutnie unikatowa i rzadko spotykana na jakimkolwiek, nie tylko polskim, rynku szara wersja (Sampson era) z wczesnego okresu produkcji, śmiało można stwierdzić, że mamy tu do czynienia z esencją tego, co w gitarowym świecie zwykliśmy nazywać słowem „butikowy”. Z pewnością to określenie w przypadku Clubmana nie będzie użyte na wyrost, bo w tej konstrukcji kumulują się wszystkie najbardziej pożądane cechy dobrego (ba, wybitnego!) wzmacniacza i to właśnie od marki Matchless całe butikowe szaleństwo się rozpoczęło.

Wyrafinowana prostota (jeden kanał, banalna korekcja); pancerna, nieco surowa (ale podświetlana!) obudowa;  koszerna do bólu, bezkompromisowa konstrukcja (handwired point-to-point) z wykorzystaniem najlepszych materiałów i przede wszystkim bajeczne, rekomendowane wszędzie tam gdzie nie gada się o „pierwszej lampie do metalu” brzmienie to cechy, które król butikowych wzmacniaczy po prostu wykazywać musi.

Clubman ma wszystko to, co już dawno zatraciły wzmacniacze produkowane na dużą skalę przez popularne firmy. Nie jest to plastikowa, naszpikowana elektroniką, produkowana w Chinach zabawka, lecz poważny, nieco staroświecki head, który doceniony zostanie przez muzyka z tradycyjnym podejściem i kolekcjonera z dobrym gustem. Jeśli szukacie czegoś, co można porównać raczej do nietaniego single malta z mało znanego szkockiego miasteczka, a nie Żołądkowej Gorzkiej z Orlenu warto się tym wzmakiem zainteresować, bo jest to po prostu klasa sama w sobie. Sprzęt ma swój charakter, ale jeśli szukać porównań to wybrzmiewają w nim echa takich konstrukcji jak stary dobry Vox, Plexi, może Ampeg  – generalnie wibracje w klimacie retro z umiarkowanym gainem. Jeśli chodzi o clean i crunch to ten head naprawdę ciężko przebić. Ogólnie  sprzęt znakomicie czyta gitary, jest wrażliwy na niuanse i może być stawiany jako wzór klasycznego brzmienia. Górna półka, nie warto się produkować na ten temat.

Wzmacniacz jest dość wczesnym wypustem, pochodzi pierwszej połowy lat 90 (1994). Pod względem technicznym trzyma się perfekcyjnie, jest po przeglądzie technicznym i ma świeżutkie lampy. To jak wspominałem pancerny sprzęt, który będzie służył wiecznie. Jeśli chodzi o wygląd to znajdzie się na nim trochę śladów użytkowania w postaci zadrapań toleksu, ale to typowe powierzchowne rany bojowe bez wpływu na cokolwiek.

Okazja! Takich rzeczy na licytacji od złotówki bez ceny minimalnej często się nie widuje.

Kolumna i gitara wystąpiły jako dekoracja. Nie są przedmiotem tej aukcji, na której licytujecie sam head.

Back to top